Test długodystansowy wiązań skiturowych Marker Alpinist  9 i 12 (oraz 8 i 10) postanowiliśmy opublikować po trzech sezonach użytkowania. Trzeba dodać, że są to sezony kilkukrotnie dłuższe niż przeciętny skiturowiec ma okazję spędzać na nartach w Polsce. Szukając następcy dla ATK Rider 12, które odeszły z nartami do nowego właściciela, wpadłem na nowość od Markera. Oczekiwania wobec nowych zapięć były bardzo wyśrubowane i już teraz można powiedzieć, że wybór je spełnił a nawet przewyższył stawiane wymagania. Do tego stopnia, że od razu zdecydowaliśmy się na zakup kolejnej pary do własnego użytkowania. Wiązania miały być lekkie ale jednocześnie pewne nawet przy ostrzejszej jeździe i co najważniejsze bezawaryjne. Przez ostatnie lata miałem w użytkowaniu kilkanaście modeli różnych producentów w różnych formach, od szynowych Diamirów, Duków aż po superlekkie konstrukcje typu Gara Titan czy Superlite od Dynafita. Mnóstwo wiązań przewinęło się również przez stół serwisowy. Dodatkowo na innej parze nart posiadam znakomite MTN ze stajni Salomon, których test możecie przeczytać w tym artykule. Większość zestawów narciarskich z naszego garażu opartych jest na montażu z insertami QK i także Marker Alpinist są w taki sposób u nas zamontowane. Tutaj od razu powiem, że szerokość montażowa otworów Alpinista jest dokładnie taka jak freetourowe wiązania Kingpin co pozwala na przeniesienie znacznych sił z buta na nartę.

Zacznijmy od szczegółów budowy i właściwości wiązań Alpinist. Producent zastosował różne materiały;  aluminium, tworzywo sztuczne oraz stal. Plastiku jest dużo, można nawet rzec, że Alpinisty nie sprawiają wrażenia solidnych. Podstawy montażowe zarówno przedniej jak i tylnej części są z tworzywa, jak i wiele innych elementów. Tworzywo jednak według producenta jest wzmocnione włóknem i faktycznie w tej materii sprawuje się tak samo jak aluminium, będąc zapewne lżejsze a dodatkowo w minimalnym stopniu elastyczne. Nie zauważone zostały wady związane z zastosowaniem tak dużej ilości plastiku. Wyświetlacz wagi pokazał 269g bez skistopera co stawia je w czołówce skiturowych zapięć tego typu. 

Charakteryzując budowę i funkcjonowanie tych zapięć należy wspomnieć, że standardowa wersja posiada możliwość regulacji 15mm (nieco cięższa wersja long travel posiada już 30mm). Na rynku występują również wersje demo z regulowanym przodem ale do prywatnego użytkowania nie warto się nimi interesować bo są znacznie cięższe, jak udało nam się znaleźć to aż 550g. Wiązanie Alpinist posiada również kompensację ugięcia narty 4mm, dlatego montowane jest do buta narciarskiego „na styk” z zerową przerwą między piętką a podeszwą. Zastosowanie takiego patentu sprawia, że jest mniej czułe na niechciane wypięcie i jeszcze solidniej trzyma nasze buty, zwłaszcza podczas potencjalnych skoków oraz przy gorszych warunkach śniegowych. W tej grupie wagowej może z nim konkurować jedynie znacznie droższe ATK. Wiązanie posiada w teorii trzy poziomy, które ustawiamy do podchodzenia. Kąty ustawienia to kolejno zero, pięć oraz dziewięć stopni. W praktyce jednak używa się jedynie 0 oraz 9 czyli najwyższego bo aby uruchomić środkowe należy obrócić wieżyczkę do pozycji zjazdowej co wyklucza szybkie przełączanie zero/poziom średni. Najwyższe położenie jest jednak bardzo nisko. Niestety to wada tych wiązań, która według mojej oceny może być dla niektórych tą największą. Podpórka buta w najwyższej pozycji jest znacznie niżej niż u konkurencji, na wysokości zmierzonej około 41mm. Dla porównania podam, że ostatnia najwyższa pozycja u Salomona MTN (Atomic Backland) to aż 20mm więcej! To pewna wada ale oczywiście jest ona zależna od techniki użytkownika oraz terenu w jakim się poruszamy. Problem ten nie jest dla mnie osobiście duży nawet w stromych miejscach ale dla osób początkujących może zaistnieć. Same piętki mają przemyślany mechanizm – we wszystkich naszych wiązaniach po kilkuset dniach używania są nadal w dobrej kondycji i nie wyłapały luzów. Ustawia się je z wyczuwalnym oporem za sprawą sprężynki zainstalowanej pod aluminiową klapką. Bardzo powoli zużywa się oksyda (zabarwienie) klapek. 

Podstawa przednia jak wspomniałem wcześniej jest z tworzywa natomiast szczęki z aluminium. Rozpiera je para sprężyn – co może być zaskakujące i wątpliwe bo większość producentów przyzwyczaiło nas do dwóch par (ATK również stosuje jedną parę ale w bardziej delikatnych wiązaniach np. Crest). Nie stanowi to problemu – producent zbijając wagę zastosował tylko dwie ale jednak mocniejsze sprężyny. Wpinanie buta jest proste, nie mamy problemów z trafieniem w piny, dodatkowo szczęki posiadają element gumowy który poprawia celność i szybkość zaciskania się szczęk w odpowiednim miejscu. Tutaj wiązanie nie wyróżnia się w żadną ze stron. Ideałem nadal pozostaje MTN albo Backland gdzie znajdziemy sprytny „zderzak” ułatwiający trafianie butem. Pod szczękami znajdziemy gumową wkładkę która zapobiega zalodzeniu co czasem sprawia problemy z prawidłowym zapięciem – patent działa, śnieg do elastycznej powierzchni przywiera z trudem. Do wiązań możemy zastosować noże lodowe znane z innych modeli markera (dynafita też pasują) ale ich mocowanie nie jest integralną częścią przodów. Możemy je zamontować lub nie, oszczędzając kilka gram. Szczęki są blokowane klasycznie – dźwignia do góry. Dźwignia z wyprofilowanym wklęsłym miejscem sprawia, że nie mamy problemu z trafieniem w nią za pomocą kijka.

Płynna regulacja wypięcia wiązań Alpinist jest ograniczona do jednej płaszczyzny. Używając śrubokręta Torx o rozmiarze 20, możemy dopasować horyzontalne wypięcie (na boki) w zakresach zależnych od modelu wiązań (Alpinist 9 ma zakres 4-9 a 12 – 6 do 12). Najnowsze modele czyli Alpinist 8 dla lżejszych zawodników pozwala na regulację już od 3 a Alpinist 10 w zakresie 4-10. Za skuteczność wypinania wiązań w płaszczyźnie wertykalnej (czyli upadek przód lub tył) odpowiada sprężyna U kształtna. Możemy ją dokupić oddzielnie i sobie prosto zmienić. Fabrycznie zamontowane są sprężyny „hard” do 12tek a „medium” i „soft” do słabszych modeli. Sprężyny są ogólnodostępne i nie kosztują wiele (45 pln na dzień pisania artykułu).

Wiązania mogą współpracować z zupełnie niezależnym skistoperem o szerokościach 90, 105 i 115mm. Jego tolerancja montażowa pozwala na złapanie nart szerszych nawet o 5mm. Montuje się go pod wieżyczkę, usuwając uprzednio gumowo-plastikową podkładkę pod piętę. Za blokowanie skistopera odpowiadają dwa równoległe pręty przesuwane wzdłuż wiązania, które nie są perfekcyjnym rozwiązaniem pod kątem obsługi (czasem ciężko idzie blokowanie). Aby zablokować hamulce musimy je docisnąć do narty i wcisnąć blokadę. Można też wcześniej uaktywnić blokadę i docisnąć skistoper butem, nie zawsze jednak udaje się to za pierwszym razem. Odblokować można przez użycie kijka lub pociągając za cięgno, które w pierwszych modelach skistoperów było wykonane z gumy... i urywało się bardzo szybko (na zdjęciu). Na szczęście to żadna wada bo można tam przywiązać cokolwiek. Producent szybko naprawił element zastępując go solidniejszym cięgnem. Wadą lekkich skistoperów (te markera ważą nieco poniżej 100g – zważone 105mm) jest to, że często trzeba usuwać spod nich lód. Kiedy tego nie zrobimy skistoper może się nie zablokować do podchodzenia lub możemy nieprawidłowo wpiąć buta do zjazdu, sam skistoper natomiast zostanie uszkodzony przez wygięcie jego konstrukcji. Ciężko określić to jako dużą wadę bo skistopery do tego typu wiązań (różnych marek) są konstruowane bardzo delikatne, ponieważ sam klient i rynek tego wymaga. Ma być lekko i jest w tym wypadku. Ich działanie jest dyskusyjne a w terenie eksponowanym raczej narty nie zatrzyma, może się przydać do wpinania aby narta nie uciekła. My mamy założone skistopery tylko dlatego, że używamy ich czasem na stoku – tam na wyratrakowanej powierzchni skistoper wytraci prędkość uciekającej narty. Dzięki temu, że nasze wiązania montujemy na inseretach, możemy skistopery demontować w 5 minut oszczędzając cenne gramy.

Według osobistych odczuć wiązania Alpinist są jednymi z najlepiej i najpewniej trzymających w tej klasie wagowej, mają rewelacyjny stosunek ceny do tego co oferują. Nigdy nie miało miejsca niechciane wypięcie co zdarzało się w teoretycznie bardziej pewnych i dużo droższych wiązaniach (np. w ATK R12, Freerider 14) lub dwukrotnie cięższych jak Radical ST. Używamy ich w cięższych nartach freetour o szerokościach 108, 100, 90 oraz lekkich nartach skiturowych. Jeżdżą szybko i agresywnie jak i zdobywają pięciotysięczniki podczas długich tur. Nadają się do różnych zastosowań poza typowym przywyciągowym freeridem, gdzie bezpieczniej iść w certyfikowane wiązania.

Zdając sobie sprawę z ich ograniczeń, wytrzymują ostrzejszą jazdę, skoki czy lądowania po niedługich lotach. Oczywiście nie możemy stawiać ich w kategorii wiązań freetour jak Shift, Kingpin czy Tecton, jednak jak na swoją wagę i cenę jest naprawdę dobrze. To ich główna zaleta. Także całkiem subiektywnie bardzo dobry kontakt z producentem i jego szybkie reakcje na problemy techniczne. Wadą jest natomiast niski poziom podparcia buta podczas podchodzenia i niezbyt precyzyjnie działająca blokada skistopera (jeśli ktoś chce go wogóle używać), zwłaszcza gdy nabierzemy w jego okolice śnieg. Nauczeni doświadczeniem i wadami niektórych wiązań Markera (np. notoryczne problemy z KingPinem) byliśmy ostrożni w pisaniu długodystansowych testów tego modelu jednak teraz śmiało możemy polecić ten produkt dla osób w każdym stadium skiturowego zaawansowania. Dodam tradycyjnie, że artykuł powstał bez współpracy z producentem a sponsorami wiązań zostały nasze konta bankowe.

 

Wiązania Skiturowe Marker Alpinist - test długodystansowy

23 marca 2022