Wiązania, które chcielibyśmy Wam dziś przedstawić są na rynku od 2016 roku a sami użytkujemy je niemal od początku pojawienia się na rodzimym rynku (nie mniej jak 70 dni na śniegu/wiązanie). Możemy zatem śmiało wyrazić opinię i powiedzieć o ich zaletach oraz wadach. W zasadzie od początku produkcji oprócz koloru w tych wiązaniach nie zmieniło się nic co może świadczyć o ich przemyślanej i solidnej konstrukcji. Również u nas sprawdzają się bardzo dobrze, jednak nie oznacza to, że jest to produkt idealny o czym w dalszej części artykułu. Zdjęcia, które zamieszczamy przedstawiają dokładnie egzemplarz z wyżej wymienionym przebiegiem – można ocenić stopień zużycia wizualnego.

Należałoby zacząć od ich charakterystyki technicznej. Wiązanie już po wyjęciu z pudełka sprawia wrażenie solidnego, głównie dlatego, że większość elementów jest wykonana z metalu – stali i aluminium. Występowanie plastikowych elementów ograniczono do minimum. Mimo tego waga wiązania nie jest duża. Zarówno w stajni Atomica jak i Salomona znajdziemy dwie wersje tych zapięć, jedne ze ski-stoperem a drugie bez ale z lonżą. Waga tych pierwszych to 385g na jedno wiązanie, w przypadku lonży masę redukujemy do 325g. Wiązania solo to 295g.

Przód wiązania jest mocowany do nart przy pomocy czterech śrub, otwory są oddalone od siebie 40 milimetrów co przekłada się na mocne przytwierdzenie i przekazywanie siły z buta na deski. Wiązania, do podchodzenia oraz trudnych zjazdów, można zablokować dźwignią – klasyczne rozwiązanie spotykane wszędzie. Charakterystycznym elementem w przodzie wiązania jest stoper, który ma na celu naprowadzenie buta na kły, dzięki czemu zapięcie to jest bardzo wygodne w użytkowaniu i niemal zawsze trafiamy w nie butem. Takie rozwiązanie stosowane jest tylko w tych wiązaniach i trzeba głośno powiedzieć, że działa idealnie a na pewno lepiej niż dodatkowe prowadnice w niektórych wiązaniach Dynafita (np. Radical). Podstawa wiązania wyposażona jest w slot na „uniwersalne” harszle (np. Dynafit), montaż odbywa się w standardowy sposób, przez wsunięcie a harszle dodatkowo zabezpiecza się plastikowym klipsem. W żadnym przodzie z którym mieliśmy kontakt nawet po długim użytkowaniu nie stwierdziliśmy luzów w szczękach czy nadmiernego zużycia PINów.

Piętka wiązania jest również charakterystyczna i nie sposób pomylić ją z innymi producentami. Warto powiedzieć, że zapięcia mają możliwość regulacji aż 30mm co w praktyce pozwoli obsłużyć kilka długości skorup butów. Szyna w której porusza się piętka nie posiada żadnych luzów nawet po tak długim użytkowaniu i niezliczonych zmianach rozstawu wiązań (wypożyczamy również narty z tym wiązaniem). Dla porównania, posiadamy w stajni wiązania ATK Raider 12 gdzie są wyraźnie wyczuwalne luzy tylnej słupka w prowadnicy, nawet już w nowym wiązaniu. W wiązaniach Salomona nie znajdziemy żadnej płynnej regulacji siły wypięcia. Mamy jedynie do wyboru trzy sprężyny U-kształtne (W – women, M- Men, EXP – Expert), które w kilkadziesiąt sekund możemy zmienić przy pomocy imbusowego klucza. Bardzo proste rozwiązanie, zaczerpnięte wprost z wiązań do zawodów skialpinistycznych.

Jak się sprawdza w realnym użytkowaniu? Całkiem nieźle. Poza dwoma przypadkami wypięcia na lodzie (gdzie w takich warunkach każde wiązania PINowe wypinają się bardzo często od uderzeń o lód i wibracji) nie mieliśmy nigdy sytuacji kiedy wyłapaliśmy niekontrolowane wypięcie. Również podczas wywrotki, wiązania wypinają prawidłowo i nigdy nie dopuściły do kontuzji narciarza. Nie mniej jednak warto pamiętać, że w tych wiązaniach nie ma płynnej regulacji a nawet najsłabsza sprężyna może okazać się zbyt „twarda” dla lżejszych narciarek lub początkujących osób.

Wiązanie jest proste do bólu, nie znajdziemy tutaj również kompensacji ugięcia narty, producent zaleca przerwę między tyłem buta a wiązaniem równe 4mm. Piętka wiązania wyposażona jest w dwa poziomy podwyższenia a klapki są wystarczająco duże aby bez irytacji trafiać w nie za każdym razem kijkiem. Działają z wyczuwalnym oporem i nie zmieniają swojego położenia niekontrolowanie. Ostatni poziom jest odpowiednio wysoko, nie mamy wrażenia, że brakuje nam kąta na stromych podejściach. W celu porównania zamieściliśmy zdjęcie wiązań Salomona wraz z wiązaniami ATK, gdzie klapki podwyższające są mikroskopijnej wielkości i często mamy problem w nie trafić – oczywiście jest to kwestia wprawy, niemniej jednak duży plus dla Salomona za brak zbijania wagi na siłę.

W droższej wersji możemy zakupić wiązania ze skistoperem. Element ten działa bardzo dobrze, jeśli nie jest zepsuty... no właśnie. Dla nas jest to najpoważniejsza wada i najsłabszy element tych wiązań. Potwierdzenie znaleźliśmy w trzech egzemplarzach wiązań MTN. Niestety ski stoper jest osadzony w plastikowej płycie, gdzie pręty hamulców przechodzą przez zbyt liche obejmy – właśnie te plastikowe mocowania pękają w specyficznych warunkach, kiedy zahaczymy stoperem o twardy element, zarówno podczas jazdy jak i podczas wyrzutu stoperów, przy wypięciu wiązania. Delikatną, pękającą część zaznaczyliśmy na fotografii.

Poza tym elementem, skistoper waży sporo (95g - gdzie w ATK to około 50g). Samo działanie hamulca jest dosyć przemyślane i jeśli wszystko jest sprawne, śnieg czy lód nie zalega w mechanizmach to wszystko odbywa się sprawnie. Nie ma co jednak liczyć na dużą siłę działania stoperów, podobnie jest jednak u konkurencji w tej kategorii wagowej wiązań. Stopery występują w szerokościach od 80 do 120mm, produkowane co 10mm. Podsumowując, wiązanie Salomon MTN jak również jego brat bliźniak Atomic Backland Tour to bardzo przemyślana konstrukcja odznaczająca się prostotą i niezawodnością (nie licząc ski stoperów). Dzięki unikalnej konstrukcji przodów, jest niezwykle łatwo wpiąć buta. Wiązania są bardzo skuteczne podczas podchodzenia, wystarczająco lekkie aby można z nimi przemierzać długie dystanse a jednocześnie sztywne aby poszaleć na zjeździe. Oczywiście brak kompensacji ugięcia nart może sugerować, że dłuższe loty w tych wiązaniach mogą zakończyć się twardym lądowaniem, jednakże nieduże dropy znoszą bez problemu. Warto pamiętać, że nie są to wiązania dla każdego (brak płynnej regulacji a jedynie wymienne sprężyny), nie polecamy lekkim początkującym (wypięcie najsłabszych sprężyn wg. pomiarów zagranicznych portali zaczyna się powyżej 6-7 w skali DIN). Prostota zmiany trybów ski – walk, niezawodność i wygoda użytkowania stawiają ten model bardzo wysoko na naszej liście. Polecamy z czystym sumieniem na długie eskapady, kilkudniowe wyrypy, wyprawy i trudne górskie misje. Jeśli jesteście świadomymi narciarzami, nie potrzebujecie płynnej regulacji siły wypięcia, szukacie solidnego wiązania na lata a jednocześnie nie ufacie klasie ultra-light to wiązanie jest dla Was.

Wiązania Salomon MTN (Atomic Backland Tour) - recenzja po kilku sezonach

05 kwietnia 2020