Tegoroczna zima nie chce odpuścić. Początkiem marca, kolejny raz wybraliśmy się na tydzień do Górnej Swanetii. Nowa dostawa śniegu a zaraz po tym cudowne słońce - czego więcej chcieć? Genialne warunki na Kaukazie o czym przekonaliśmy się na własnej skórze. Marzec zapewnił epickie podejścia i równie dobre zjazdy - głównie w Mestii oraz Ushguli. Mocna, kilkunastoosobowa grupa, dzieląc się na mniejsze, eksplorowała okoliczne masywy o własnych siłach ale również korzystając z wyciągów Hatsvali oraz Tetnuldi. 

Przełęcz Guli na horyzoncie, Koruldi pod śniegiem z fenomenalną Ushbą w tle

Pierwszy dzień na miejscu i padły zbocza pod jeziorami Koruldi, nieco zachmurzona aura, brak odpoczynku po podróży oraz totalny brak aklimatyzacji nie pozwolił wyjść wyżej niż 2350m. Bardzo ograniczonym składem, kilkuosobową grupką, dotarliśmy wprost z Mestii, bez pomocy dodatkowego transportu pod charakterystyczny krzyż górujący nad wioską a dalej wschodnimi zboczami zjechaliśmy do czekającego na nas busa 4x4. Dobry rekonesans i sprawdzenie umiejętności oraz sprzętu w nieprzygotowanym, bardzo zróżnicowanym terenie.

Kolejne dni - Ushguli i okoliczne spoty

Droga dojazdowa wyglądała dobrze dlatego kilkunastoosobowym składem udaliśmy się do uznawanej za najwyżej położoną osadę w Europie, wioski Ushguli (ok 2100 m n.p.m.). Po zakwaterowaniu rozpoczęliśmy planować kolejne dni na fokach. Dało się zauważyć dużo grubszą pokrywę śnieżną już pod naszym miejscem zamieszkania. To cieszy! Realizacja planu wspięcia się na przełęcz Gvibari (2943m) oraz zjazd jej północną wystawą znów była strzałem w dziesiątkę. Nietknięty przez słońce, sypki śnieg sprawił mnóstwo frajdy. Nazajutrz ekipa postanowiła zdobyć południowe rejony góry Kareta, której grań bezpośrednio łączy się z najwyższym szczytem Gruzji - Shkharą. Droga podejściowa biegnie wzdłuż rzeki lodowcowej wypływającej spod masywu, którego ścianę mogliśmy oglądać cały czas. Doszliśmy do wysokości około 3000m skąd w bardzo przyzwoitych warunkach zjechaliśmy do doliny. Kiedy jedna z grup bawiła się na stokach okalających Ushguli, druga zdobywała podnóża Tetnuldi. 

Epickie zakończenie 

Mimo, że w ostatni dzień większa część grupy była mocno wyeksploatowana, parę osób znalazło resztki sił aby powrócić w rejon Koruldi i zakończyć wyjazd z przytupem. Kilka liczb; 1800 metrów w górę, przełęcz na 3350m, niemal godzinny zjazd północnymi wystawami, wprost do lodowca Chaaladi. Po 1700 metrowym obniżeniu pułapu bez zdejmowania nart, zostaliśmy odebrani przez umówiony samochód terenowy i późnym popołudniem dotarliśmy do Mestii. Zmęczeni ale szczęśliwi zakończyliśmy tygodniową przygodę w Górnej Swanetii. Podsumowując, jeden z lepszych wypadów. Kilka tysięcy metrów przewyższeń i tyle samo zjazdów, kilkunastu narciarzy oraz splitboard'erów, mnóstwo uśmiechów, zdecydowany progres umiejętności. 

 

Marcowe Skitury w Swanetii

26 marca 2019